czwartek, 1 października 2009

Niewiarygodny list prof. Majewskiej - wprowadzenie

Już od jakiegoś czasu zamierzałem omówić list (link poprawiony, plik PDF) prof. Marii Doroty Majewskiej, który miał stanowić odpowiedź na list protestacyjny Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. PTW zarzuciło prof. Majewskiej brak obiektywności i wprowadzanie w błąd pacjentów i rodziców dzieci odnośnie zasadności i bezpieczeństwa szczepień.

List, który miał być odpowiedzią na te zarzuty - moim zdaniem - jedynie pogrąża jeszcze bardziej panią profesor i udowadnia, że jest ona wysoce niewiarygodnym źródłem informacji na temat szczepień. Sprawa jest o tyle istotna, że z lektury for i portali internetowych, na których rozpowszechniana jest publicystyka prof. Majewskiej można wnioskować, że są osoby (w tym także rodzice), które podejmują decyzje o charakterze medycznym w oparciu o jej poglądy. Fora i portale, na których spotykają się i dyskutują osoby negatywnie nastawione do szczepień traktują artykuły prof. Majewskiej jako bardzo wiarygodne i ostatecznie rozstrzygające kwestię zasadności i bezpieczeństwa szczepień.

Dzieje się tak z wielu powodów. Po pierwsze, czego nie można zanegować, prof. Maria Dorota Majewska jest naukowcem, jej tytuły pochodzą z wiarygodnych uczelni i współpracowała z instytucjami, które trudno oskarżać o brak wiarygodności. Dla wielu osób nadaje to jej poglądom szczególnej wagi i sprawia, że jej zdanie może przez niektórych być odbierane jako reprezentujące cały świat nauki i medycyny. Taki pogląd - jak się przekonamy - jest błędny. Drugim powodem, dla którego jej publicystyka jest tak przekonywująca dla wielu osób to fakt, że jej styl miesza dwa porządki - naukowy i dziennikarski. Ten pierwszy przejawia się m.in. powoływaniem się na prace i autorytety naukowe, odnośnikami do prac naukowych, przypisami, terminologią naukową itd. Wielu ludzi automatycznie postrzega taki tekst jako bardziej wiarygodny i przekonywujący. Magia tytułów naukowych, trudnych do zapamiętania i wymówienia nazw chemicznych i przypisów odwołujących się do artykułów naukowych robi swoje. Laik będzie pod wrażeniem. "Ona odrobiła swoje lekcje. Wie o czym mówi" - pomyśli. Ta naukowa baza jest jednak tłem do dziennikarskiej nadbudowy. Kiedy mówię o dziennikarskim porządku w publicystyce prof. Majewskiej mam na myśli mieszankę stylu dziennikarstwa śledczego (odkrywanie prawdy, najczęściej skrywanej przed opinią publiczną) i stylu bulwarówki (krzykliwa i kontrowersyjna treść, odwoływanie się do emocji czytelnika, radykalne sądy moralne).

Taka narracja pozwala zbudować prof. Majewskiej przekonywującą na pierwszy rzut oka wizję świata, w którym mała grupa dzielnych i niezależnych naukowców oraz rodziców odkrywa ogromny spisek przygotowany przez agencje rządowe, międzynarodowe organizacje pozarządowe, skorumpowanych naukowców i wszechmocny przemysł farmaceutyczny.

W najbliższym czasie postaram się omówić kilka fragmentów listu prof. Majewskiej do PTW. Postaram się wykazać, że jej poglądy na kwestię szczepień są mało wiarygodne i należy podchodzić do jej publicystyki w sposób bardzo ostrożny, szczególnie podejmując decyzje o charakterze medycznym.

Słowa "publicystyka" używam celowo. Należy rozróżnić wypowiedzi prof. Majewskiej, które można znaleźć w mediach i Internecie od jej pracy czysto naukowej. W swojej pracy nad wpływem rtęci na zdrowie na dzień dzisiejszy prof. Majewska opublikowała jeden artykuł naukowy w oparciu o badania na szczurach. Wiem, że zespół prof. Majewskiej przygotowuje też następny artykuł. Mam nadzieję, że te publikacje zostaną w przyszłości omówione przez osoby, które są posiadają odpowiednie kompetencje. Jestem ciekaw jaki będzie ich werdykt.

KONTYNUACJA TEGO WPISU I INNE WPISY NA TEMAT PROF. MAJEWSKIEJ ZNAJDUJĄ SIĘ NA NOWEJ STRONIE MODNYCH BZDUR:


5 komentarze:

miskidomleka pisze...

Chciałbym przeczytać list prof. Majewskiej, ale oba linki z początku notki prowadzą do notki z listem PTW. To chyba błąd.

Modne Bzdury pisze...

Bardzo przepraszam. Faktycznie, mój błąd i niedopatrzenie. Już poprawione.

miskidomleka pisze...

Dziękuję. Brakuje mi w tym liście chociażby stwierdzenia, że (o ile ja wiem, ale może zwiedzionym przez big pharma i zły rząd) thimerosal jest od jakiegoś wycofany ze szczepionek dziecięcych w USA, i że mimo to liczba przypadków autyzmu nie spadła.

Obejrzałem tez (dość pobieżnie na razie) ów jeden artykuł i znalazłem w nim ciekawą rzecz. Otóż do celu badania zależności reakcji na hot plate (miara czucia bólu) od dawki szczurom podano różne dawki thimerosalu w 50 mikrolitrach płynu. Nie jest jednak powiedziane (przynajmniej ja nie znalazłem), czy szczury z "dawką zero", kontrolne, dostały zastrzyk 50 mikrolitrów soli fizjologicznej, czy czego tam użyto do rozcieńczenia thimerosalu, czy też nie dostały zastrzyku wcale. To dość istotne opuszczenie.

Anonimowy pisze...

Jedno jest pewne:
1.związki rtęci są szkodliwe nawet
w bardzo minimalnych dawkach- to wiemy wszyscy i to od bardzo dawna (tylko od niedawna wiadomo zwykłym obywatelom, że rtęć jest używana do konserwacji szczepionek)
2. Thimerosal jest wycofywany ze
szczepionek w USA i w innych
krajach Europy zach. i krajach
skandynawskich.
Pytanie: dlaczego w Polsce nie wycofają takiego dziadostwa, którym szczepią dzieci?
Postulat: wszystkie koncerny (hieny) farmaceutyczne powinno się oskarżyć o świadome dzieciobójstwo!

Modne Bzdury pisze...

Po pierwsze, nie, nie jest pewne, że rtęć w każdej ilości jest szkodliwa.

Po drugie, koncerny farmaceutyczne produkują leki. Tak wszystkich pozamykać? Od razu? No nie wiem.

Proszę o komentowanie postów pod nowym adresem bloga:

http://modnebzdury.wordpress.com/