niedziela, 8 lutego 2009

...tym gorzej dla faktów

Rzepa po raz kolejny daje głos sceptykom klimatycznym. Tym razem padło na Tomasza Teluka z libertariańskiego Instytutu Globalizacji. Do tej samej organizacji należy inny pan, który wystąpił w programie Bronisława Wildsteina o "ekoterroryzmie". Sam Teluk jest autorem niedawno wydanej książki pt. "Mitologia efektu cieplarnianego". Patronat medialny nad tym tytułem objęła właśnie Rzeczpospolita, która - jak mniemam - uznała, że jest to pozycja wartościowa. Po lekturze wywiadu z Telukiem mam pewne wątpliwości czy redaktorzy tego dziennika dokonali właściwej decyzji. Być może uznali, że skoro ideowo Teluk jest im bliski (libertarianin i katolik starej szkoły), to część merytoryczna nie jest już tak istotna.

Na wstępie muszę znaznaczyć, iż nie wiadomo o czym tak naprawdę jest ten wywiad. O złych ekologach, którzy chcą ratować ukochane drzewa kosztem ludzi? O klimacie? O nauce?

Na pewno nie o nauce. W całym wywiadzie nie pada ani razu słowo "nauka". Trochę to dziwne, że w rozmowie, która przynajmniej częściowo traktuje o zmianach klimatycznych (a więc siłą rzeczy musi opierać się na wynikach badań klimatologicznych) z taką determinacją unika się odwołań do klimatologii. Mam na ten temat swoją hipotezę. Jak wiadomo, nauka nadal cieszy się dość dużym szacunkiem i każdy, kto kontestuje twierdzenia ekspertów jest w dość trudnej sytuacji, gdy chce przekonać do swoich racji laików. Teluk doskonale zdaje sobie z tego sprawę, więc celowo unika jakichkolwiek odwołań do nauki i próbuje stworzyć wrażenie, że jedyną grupą, która mówi o zmianach klimatycznych są ekolodzy. A kto by się przejmował, co mówią XXI-wieczni luddyści? Po co czytać specjalistyczne raporty i prace naukowe, a następnie próbowac z nimi polemizować, skoro można po prostu stwierdzieć, że to tylko wymysł "zielonych", którzy coś tam sobie wydumali? Sprytnie rozegrany ruch! Niekoniecznie uczciwy.

Zabawy językiem i próby uniknięcia dyskusji o skomplikowanych kwestiach klimatologii to jedynie wstęp do rozprawy z "mitem efektu cieplarnianego". Teluk przywołuje na obronę swojego stanowiska kilka twierdzeń. Zajmijmy się ich oceną merytoryczną.

Twierdzenie pierwsze: Gdyby nie ocieplenie klimatu, to trwanie życia na Ziemi nie byłoby możliwe. Mielibyśmy warunki marsjańskie, gdzie różnica temperatury pomiędzy dniem a nocą może wynosić kilkaset stopni.

Telukowi chodzi być może o interglacjał czyli:
(...) okres międzylodowcowy to okres między dwoma glacjałami, w którym wskutek ocieplenia czyli wzrostu temperatury powierzchnia lodowca cofa się lub ustępuje z danego obszaru (deglacjacja).
Problem w tym, że naukowcy (i ekolodzy), gdy mówią o antropogenicznym ociepleniu klimatu mówią o czymś innym niż o okresie międzylodowcowym. Teluk popełnia tutaj błąd ekwiwokacji. Używa jednego terminu "ocieplenie klimatu" na określenie dwóch różnych zjawisk. Oczywiście, że gdyby nie obecny interglacjał, to życie na Ziemii wyglądałoby inaczej, ale przecież nikt z tym nie dyskutuje, więc po co o tym pisać? Nikt przecież nie twierdzi, że Ziemia powinna być skuta lodem albo przypominać Marsa. Z kim Teluk tutaj w ogóle dyskutuje?

Twierdzenie drugie: Już dzieci w podstawówce się uczą, że CO2 jest gazem życiodajnym. Zawdzięczamy mu wzrost zielonej roślinności, która w procesie fotosyntezy wytwarza tlen, którym oddychamy. Tymczasem ekolodzy wmawiają ludziom, że to jest trucizna zagrażająca planecie.

Zgadza się, już dzieci wiedzą, że CO2 jest gazem życiodajnym (we właściwej ilości i obok setek innych związków chemicznych). Natomiast CO2 może też być trucizną i jego nadmiar w atmosferze może mieć negatywne skutki dla biosfery. Te dwie rzeczy się nie wykluczają. Teluk albo nie wie, albo udaje, że nie wie, że co za dużo to niezdrowo. Znowu, nikt nie przeczy, że CO2 jest niezbędny do życia, problemem jest jego nadmiar w atmosferze. Telukowskie "ekolodzy wmawiają ludziom, że to jest trucizna zagrażająca planecie" to nic innego jak zwykła "słomiana kukła" aka straw man fallacy ("wypaczenie myśli oponenta i przedstawienie jego argumentu w taki sposób, aby łatwo sie było z nim rozprawić").

Teluk najwidoczniej kopiuje taktykę amerykańskich think tanków libertariańskich, które w swojej desperacji posunęły się do PR'owskich haseł typu: "'CO2: they call it pollution, we call it Life!'". Niektórzy sceptycy lubią też twierdzić, że więcej CO2 doprowadzi większego rozrostu roślinności (w tym także żywności), co polepszy, a nie pogorszy stan środowiska i los człowieka. Ten zdroworozsądkowy argument ma tą wadę, że jest... oparty na zdrowym rozsądku, który niewiele ma wspólnego z metodą naukową. Niestety badania, które przeprowadzono nie potwierdzają tej hipotezy.

Twierdzenie trzecie: Obecny poziom gazów cieplarnianych jest bliski czasom rewolucji przemysłowej.

Nieprawda.

Twierdzenie czwarte: Człowiek swoją działalnością generuje niewielkie ilości tych gazów. Za 98 proc. emisji odpowiedzialne są morza i oceany, które w procesie parowania oddają CO2 do atmosfery. Idąc tropem logiki ekologów, należałoby stwierdzić, że to naturalne zbiorniki wodne są naszym wrogiem.

Pokazując, że człowiek w porównaniu do oceanów i biosfery emituje mało CO2 Teluk stara się nas przekonać, człowiek że nie może negatywnie wpływać na klimat. Problem w tym, że jego rozumowanie jest błędne, choć jego porównanie ilości emitowanego CO2 jest prawdziwe.

Oceany i biosfera rzeczywiście produkują więcej CO2 niż człowiek, ale istnieje naturalny cykl, w którym natura radzi sobie z absoropcją CO2, który sama wyprodukuje. Problem polega na tym, że te dodatkowe 2% CO2 emitowane przez człowieka zaburza naturalny cykl powodując zmiany klimatyczne.

Rozumiem oburzenie na wypowiedź Jonathona Porritta, który "nawołuje do wprowadzenia limitu na rodzenie dzieci, dotowania aborcji i antykoncepcji, a także zaprzestania leczenia ludzi śmiertelnie chorych". Ale czy naprawdę muszą za tym iść mocno zużyte klisze klimatycznych sceptyków? Po raz kolejny okazuje się, że dla wielu ideowców, w tym przypadku libertartian, ważniejsze od dokładności i prawdziwości wypowiadanych twierdzeń, jest wierność swoim przekonaniom.

5 komentarze:

dpc pisze...

Chciałem zwrócić uwagę, że procesy przyrodnicze zachowujące stabilność zawsze działają na zasadzie ujemnego sprzężenia zwrotnego. Tj. większe wartością wychelenie z punktu stabilności powoduje większą reakcję skierowąną w kierunku przeciwnym, która przywraca układ do stanu równowagi.

Dlatego zupełną naiwnością jest twierdzić, że 2% CO2 generowanego przez człowieka jest właśnie tym CO2, które powoduje zmiany klimatu. Można powiedzieć jedynie, że dodatkowe CO2 przyśpieszy naturalne i samoistne zmiany - i to jedynie w nieznacznym stopniu.

Twierdzenie takie możnaby porównać do jazdy miejskim autobusem z metalową miską w której znajduje się kulka. Autobus przyśpiesza, hamuje - kulka zmienia położenie w misce, ale zawsze wraca na jej spód. Naiwne jest twierdzić, że oddech pasażera obok jest tym, co powoduje ruch kulki albo co najgorsze - że wypadnie ona w końcu zupełnie z miski.

Co do innych argumentów - w czasie rozmowy tak to już jest, że nie zawsze uda się argumentacje przeprowadzić do końca strikte logicznie. Co nie zmienia faku prawdziwości/nieprawdziwości samej tezy.

dpc pisze...

Inna sprawa.

Podawanie artykułów do wikipedii jako "wyznaczników najprawdziwszej prawdy" to kolejna naiwność, a artykuł http://www.newscientist.com/article/dn11638 jest naprawdę słaby i wystarczy go przeczytać, a potem prześledzić przez chwilę komentarze, żeby szybko to zrozumieć.

Tak już - w ramach podsumowania.

W ogóle cały ten problem ciężko rozpatrywać w kategoriach naukowych, bo współczesna nauka oddaliła się od prawdy, a przybliżyła polityce i pieniądzom. Nie zaufam naukowcom, których ktoś sponsoruje i kropka.

Jedynem co tak naprawdę kieruje moimi przekonaniami co do tej i innych hipotez "naukowych", których nie potrafię osobiście sprawdzić jest myślenie nad motywacją ludzi głoszących takie hipotezy.

W tej sytuacji mam dwie strony:
- stada naukowców "od globalnego ocieplenia; walczących o granty, fundusze itd.; polityków jak Al Gore dojeżdżających złotodajną kurę globalnego ocieplenia oraz administrację powiązaną z biznesem, która już zaciera ręcę sprzedając limity na CO2;

oraz:
- ludzi którzy zyskują niewiele albo nic na tym, że globalnego ocieplenia spowodowanego ludzką działalnością po prostu nie ma; i nie sądzę, żeby chodziło im o wprawodzanie wszystkich w błąd, żeby zabić miliony ludzi i zrobić wszystkim na złość

Tak więc moralny i psychologiczny aspekt podpowiada mi, że cała ta globalna ociepleniowa historia to bzdura. I może Pan przytaczać kolejne artykuły "naukowe", a ja i tak będę wiedział swoje.

W każdym bądź razie pozdrawiam. Poszukiwanie i obnażanie bzdur to szczytny cel, ale według mnie tym razem Pan się po prostu myli. :)

Modne Bzdury pisze...

Bardzo szybko kilka krótkich uwag.

Z tymi 2-3% jest tak, że to klimatolodzy mają takie widzi mi się, więc trzymam z nimi. Na dobre i na złe. Jak zmienią zdanie, zmienię je także i ja i odszczekam to, co napisałem. Póki co, idę jak owca za ekspertami.

Nigdzie nie pisałem o żadnym "wyznaczniku najprawdziwszej prawdy" i nigdy tak nie napiszę, bo tak nie wolno. Konkretny link do Wiki ma wiarygodne przypisy, stąd moja decyzja. Artykuł z New Scientist też oddaje stanowisko większości klimatologów. Argument o tym, że "ludzie to pestka w porównaniu z naturalnym CO2" był też omawiany na konferencji Ministra Środowiska po programie Wildsteina, gdzie też powtarzano to twierdzenie. Jest to jeden z najczęściej powtarzanych kawałków przez klimatycznych sceptyków i doczekał się wielu obszernych odpowiedzi.

I tak na zakończenie, nie zgadzam się z Twoim podejściem do kwestii niemożności dochodzenia prawdy przez naukowców. Rozmyślanie nad politycznymi/religijnymi/ekonomicznymi przekonaniami ludzi i o tym jak wpływają one na ich postrzeganie rzeczywistości (w tym twierdzeń naukowych) to rzecz fascynująca i potrzebna, ale to za mało.

rebus pisze...

@dpc
nieustannie zachodzę w głowę, skąd siła (której wyrazem popularność głoszenia) argumentu z "przekupnych naukowców" siedzących w kieszeni "ekoterrorystycznego" lobby. Czy nie jest tak, że mafia paliwowo-motoryzacyjna ma znacznie większą władzę ekonomiczną niż najbogatszy ekoterrorysta? Gdybym miał być skorumpowanym naukowcem, to dużo chętniej dałbym się przekupić dużo bogatszemu zawodnikowi niż dużo biedniejszemu.

pgb pisze...

Chciałem zwrócić uwagę, że procesy przyrodnicze zachowujące stabilność zawsze działają na zasadzie ujemnego sprzężenia zwrotnego.

To w zasadzie jest prawda (chociaż nie zachodzi "zawsze"). Tym niemniej, nie jest prawdziwe dla każdej skali czasowej, no i stanów równowagi może być kilka różnych od siebie (i niekoniecznie przyjemnych dla nas). Cóż z tego, że Ziemia wróci do stanu równowagi termodynamicznej, skoro nastąpi to za lat 1000, a przy okazji zapanują warunki niewidziane tutaj od epoki kredowej?

Dlatego zupełną naiwnością jest twierdzić, że 2% CO2 generowanego przez człowieka jest właśnie tym CO2, które powoduje zmiany klimatu. Można powiedzieć jedynie, że dodatkowe CO2 przyśpieszy naturalne i samoistne zmiany - i to jedynie w nieznacznym stopniu.

2%, ale rocznie. Jeśli policzyć, ile wyemitowaliśmy CO2 od początku ery przemysłowej, wyszłoby 80% tego, co znajdowało się w atmosferze w roku 1750.

a artykuł http://www.newscientist.com/article/dn11638 jest naprawdę słaby i wystarczy go przeczytać, a potem prześledzić przez chwilę komentarze, żeby szybko to zroumieć.

A konkretnie, co jest w nim słabego?

Komentarze pod artykułem pokazują raczej ignorancję ludzi posługujących się argumentem "antropogeniczne emisje CO2 są zbyt małe by się liczyły". Cykl węglowy jest niemal doskonale zbilansowany, gdyby było inaczej to jego stężenie atmosferyczne zmieniałoby się w stopniu uniemożliwiającym istnienie życia. I do tego zbilansowanego cyklu ludzkość dorzuciła w ciągu dwóch stuleci 400 GtC, które przez miliony lat sobie leżały głęboko pod ziemią...

- ludzi którzy zyskują niewiele albo nic na tym, że globalnego ocieplenia spowodowanego ludzką działalnością po prostu nie ma; i nie sądzę, żeby chodziło im o wprawodzanie wszystkich w błąd, żeby zabić miliony ludzi i zrobić wszystkim na złość

No tak, ExxonMobil w ogóle nie zyskuje wmawiając ludziom, że globalnego ocieplenia nie ma... podobnie jak Philip Morris i inne koncerny tytoniowe były całkowicie neutralne w kwestii szkodliwości palenia